^
Dolce vita!

– Dolce vita! – Powiedział mój 60-letni towarzysz wykonując taneczne i jakże zgrabne ruchy salsy. Wujek umówił nas na imprezę. Sam nie mógł mi towarzyszyć, a nie chciał mnie zostawiać bez opieki z powodu gwałtów, napaści i innych horrorów, które mogłyby się wydarzyć. Renzo w białych spodenkach i różowej koszuli odebrał mnie spod furtki, gdzie pocałunkiem w policzek pożegnał mnie wujek. Jego ciemnobrązowa opalenizna kontrastowała z jasnym ubraniem. To już mnie nie dziwi. Włosi spędzają większość wolnego czasu na plaży. To ich drugi dom. Wynajmują tam małe drewniane budki, w których zostawiają swoje rzeczy. Mój nowy znajomy ma na takie cudo wykupiony całoroczny abonament. Jest starszy, ale zapałał miłością do kitesurfingu. W ten sposób znaleźliśmy wspólny temat – Mauritius, z którego podzieliliśmy się zdjęciami. 

Nasza komunikacja była delikatnie utrudniona, podobnie jak ze wszystkimi. Wielu Włochów nie mówi po angielsku, ale rozumieją niektóre słowa, a reszta konwersacji odbywa się raczej na migi. Wśród 100 przyjaciół, którym przedstawił mnie wujek tych z dobrym angielskim policzyłabym na palcach. 

Zawsze darzyłam Włochów ogromną sympatią. Bije od nich pozytywna energia, ale też zaskakująca pewność siebie. Czasami odnoszę wrażenie, że w czasie dyskusji każdy przetłumaczy sobie wszystko w ten sposób, że to on ma rację. Ich duma i język ciała są fascynujące. Moją uwagę zwróciły również szczęśliwe i młode oczy. 

Na plaży znam już prawie wszystkich.

– Blablablabla Nipote (siostrzenica) – wujek powtarzał średnio co 15 minut. Teraz ja powtarzam tylko Ciao i uśmiecham się do wszystkich. Jeden starszy Pan pamiętał mnie z dawnych czasów, kiedy jako młode dziewczę wygrzewałam się na czarnym pisaku. 
– Bella, bella – powtarzał zadowolony, kiedy mnie zobaczył. 

Zaczęłam się przyglądać tańczącym ludziom. Rzuciła mi się w oczy ich szczerość w zabawie. To była najczystsza i najpiękniejsza radość. Chociaż nie wszyscy się znali, była to raczej impreza wśród znajomych. Na plaży, bez butów odstawiali dzikie tańce. To jest coś co czasami dostrzegam w innych narodach, ale nie u nas. Brak podziałów. Starzy i młodzi bawią się razem. Nie na weselu. Na zwykłej imprezie, a Ci leciwi z pewnością nie narzekają na ból pleców. 

Pilot, asystentka ministra, dziewczyna mafioso, barman, ochroniarz, lekarz i prawnik – żyją plażą. Dlatego właśnie ten naród jest tak kurewsko szczęśliwy i brązowy. 

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Miłość – choroba psychiczna

Miłość – choroba psychiczna

-To jak długo się spotykaliście?  -Przez miesiąc  -Na Bali to jak roczny związek Czy wiecie, że miłość, na liście WHO,...

Momenty krytyczne

Momenty krytyczne

Chyba nie odbyłam jeszcze podróży bez tak zwanych momentów krytycznych. Bardzo dawno temu wracałam sobie spacerem z...

No Problem

No Problem

Siedziałam na tarasie i czekałam na mojego gościa. Chociaż był już wieczór na dworze było gorąco. Pierwsze gwizdy...